Zasadź z nami milion drzew!
Wydarzenia

Sadzenie drzew z Novo Nordisk w Rokietnicy pod Poznaniem | 17 kwietnia 2026

wydarzeniamain (2)

Kiedy myślimy o lesie, zwykle wyobrażamy sobie coś, co po prostu jest, gęste, stare drzewostany, które istniały na długo przed nami. Rzadko zastanawiamy się nad tym, że każdy taki las kiedyś zaczynał się od pojedynczych sadzonek wbitych w ziemię przez konkretnych ludzi. 17 kwietnia w Rokietnicy pod Poznaniem razem z pracownicami i pracownikami Novo Nordisk napisaliśmy właśnie taki początek. Posadziliśmy 300 sadzonek: 150 dębów i 150 klonów, które za kilkadziesiąt lat będą stanowić fragment znacznie większego kompleksu leśnego.

Dlaczego akurat Rokietnica

Miejsce, które wybraliśmy, nie jest przypadkowe. Nasadzenia powstały tuż obok istniejącego lasu, dzięki czemu nowe drzewa nie tworzą odizolowanej, samotnej wyspy zieleni, tylko naturalne przedłużenie drzewostanu, który już tam rośnie. To ma ogromne znaczenie dla zwierząt i roślin, bo las, który rozrasta się w sposób ciągły, a nie w rozproszonych kawałkach, daje gatunkom możliwość swobodnego przemieszczania się, szukania pożywienia i schronienia bez konieczności pokonywania otwartych, niebezpiecznych przestrzeni.

Co więcej, sąsiadujące z naszymi nasadzeniami lasy wchodzą w skład obszarów chronionych, a w bezpośrednim sąsiedztwie znajdują się stawy oraz rzeka Samica Kierska. Ta bliskość wody sprawia, że okolica jest wyjątkowo bogata w ptactwo – żyje tu bardzo dużo różnych gatunków, dla których połączenie wody, łąk i lasu tworzy idealne warunki bytowania. Dorzucając do tego układu nowy fragment lasu, poszerzamy dostępną dla nich przestrzeń życiową i wzmacniamy korytarz ekologiczny łączący las z ekosystemem rzeczno-stawowym.

Warto podkreślić, że gmina Rokietnica nie dysponuje zbyt dużą ilością gruntów, które mogłaby przeznaczyć pod nowe zalesienia. To sprawia, że nawet stosunkowo niewielka powierzchnia, jaką udało się tym razem obsadzić, ma dla nas realną wartość – nie traktujemy jej jako mało znaczącego epizodu, tylko jako konkretny, policzalny krok w stronę większego celu. W naszych planach mamy pozyskanie kolejnych, podobnych terenów, między innymi od jednostek rządowych takich jak Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa (KOWR), co pozwoliłoby w kolejnych latach rozszerzać tę zieloną granicę o nowe hektary.

Obszary chronione, do których przylega nasz nowy fragment lasu, pełnią rolę swoistej ostoi – miejsca, w którym procesy przyrodnicze mogą zachodzić w miarę niezakłóconym rytmie. Problem w tym, że tego rodzaju ostoje bardzo często są izolowane, otoczone polami, drogami czy zabudową, co utrudnia zwierzętom migrację i wymianę genetyczną między populacjami. Każdy hektar lasu, który udaje się dosadzić w bezpośrednim sąsiedztwie takiego obszaru, działa jak łącznik – zmniejsza dystans, jaki zwierzę musi pokonać w otwartym, niebezpiecznym terenie, i zwiększa szansę, że populacje ptaków, płazów czy owadów będą mogły się mieszać, zamiast funkcjonować w odizolowanych, coraz mniej odpornych na zmiany grupach.

Dlaczego akurat dąb i klon

Wybór gatunków nie był przypadkowy. Dąb to drzewo, które rośnie wolno, ale w zamian oferuje wyjątkową trwałość – może żyć kilkaset lat, a jego korona z czasem staje się domem dla dziesiątek gatunków owadów, ptaków i grzybów. Same żołędzie stanowią cenne pożywienie dla saren, dzików czy sójek, które nierzadko same, nieświadomie, pomagają w rozsiewaniu kolejnych dębów. Klon z kolei rośnie szybciej, wcześniej zaczyna dawać cień i osłonę, a jego kwiaty są jednym z pierwszych wiosennych źródeł nektaru dla pszczół, które dopiero budzą się po zimie i potrzebują szybko dostępnego pożywienia.

Połączenie obu gatunków w jednym nasadzeniu ma jeszcze jedną zaletę – zróżnicowanie tempa wzrostu sprawia, że las nie rozwija się jednorodnie. Powstaje naturalna mozaika wysokości i gęstości koron, co lepiej imituje strukturę lasu naturalnego niż jednogatunkowa, równomierna plantacja. Dla ptaków oznacza to więcej nisz do gniazdowania, dla owadów – więcej mikrosiedlisk, a dla samego lasu – większą odporność na choroby i szkodniki, które zwykle łatwiej rozprzestrzeniają się w monokulturach.

Jak wyglądał dzień sadzenia

Do pracy zabraliśmy się rano, uzbrojeni w łopaty, sadzonki i sporo energii. Dęby i klony sadziliśmy w rzędach, starając się zachować odpowiednie odstępy, które w przyszłości pozwolą drzewom swobodnie się rozwijać, nie konkurując zbyt mocno o światło i przestrzeń korzeniową. Dęby, ze względu na swój wolniejszy, ale bardzo trwały wzrost, są gatunkiem, który już za kilkadziesiąt lat może stać się częścią starodrzewu, natomiast klony szybciej budują koronę i wcześniej zaczynają pełnić funkcję siedliska dla ptaków i owadów.

Teren, choć malowniczy, w niektórych miejscach dał nam się we znaki. Pod cienką warstwą gleby kryło się sporo kamieni, a korzenie sąsiadujących drzew rozchodziły się dalej, niż moglibyśmy się spodziewać, co niejednokrotnie zmuszało nas do zmiany miejsca dołka albo pracy łopatą z większą precyzją. Nie zmieniło to jednak naszego tempa – wszystkie 300 sadzonek trafiło do ziemi jeszcze tego samego dnia, a każda z nich została solidnie obsypana i podlana, by miała jak najlepszy start.

Sadzeniu towarzyszyła też prelekcja, podczas której tłumaczyliśmy, dlaczego wybraliśmy akurat te gatunki, jak wygląda proces zakorzeniania się młodego drzewa, ile czasu potrzeba, by sadzonka zamieniła się w dojrzałe drzewo, oraz jaką rolę las odgrywa w lokalnym bilansie wodnym i klimatycznym. Rozmawialiśmy też o tym, dlaczego różnorodność gatunkowa, w tym przypadku połączenie dębu i klonu, jest ważniejsza niż obsadzenie terenu jednym, szybko rosnącym gatunkiem. Las mieszany jest odporniejszy na choroby, szkodniki i zmieniające się warunki pogodowe niż monokultura.

Zespół, który zapamiętamy

Do Rokietnicy przyjechało 9 osób z Novo Nordisk, i już od pierwszych minut było widać, że to wyjątkowo zgrana grupa. Przez cały dzień nie brakowało żartów, wzajemnego dopingowania się i śmiechu dobiegającego to z jednego, to z drugiego końca terenu nasadzeń. Jednocześnie uczestnicy podchodzili do tematu bardzo poważnie – uważnie słuchali prelekcji, zadawali dużo pytań i wyraźnie chcieli zrozumieć, co dokładnie robią i dlaczego akurat w ten sposób.

W rozmowach usłyszeliśmy, że na co dzień zespół pracuje w rozjazdach, często zdalnie lub w różnych lokalizacjach, przez co okazji do wspólnego spędzenia czasu w pełnym składzie mają niewiele. Dzień sadzenia drzew stał się dla nich jedną z tych rzadkich chwil integracji – i naprawdę było to widać w tym, jak ze sobą współpracowali, dzielili się zadaniami i wzajemnie sobie pomagali przy trudniejszych fragmentach terenu. Pod koniec dnia to uczestnicy zaskoczyli nas poczęstunkiem, dzieląc się z nami jedzeniem – gest, który dobrze podsumował atmosferę całego wydarzenia: ciepłą, otwartą i pełną wzajemnej życzliwości.

Tego rodzaju spotkania pokazują nam, jak bardzo wolontariat pracowniczy może wykraczać poza swój podstawowy cel środowiskowy. Owszem, najważniejszym efektem jest las, który zostaje w ziemi na dekady, ale równie istotne jest to, co dzieje się między ludźmi w trakcie wspólnej pracy fizycznej na świeżym powietrzu – z dala od biurek, ekranów i codziennych obowiązków.

Co zostawiamy w Rokietnicy

Efekt tego dnia to 300 nowych drzew: 150 dębów i 150 klonów, posadzonych na obrzeżach istniejącego kompleksu leśnego w Rokietnicy pod Poznaniem. Choć to obszar mniejszy niż wiele innych naszych realizacji, jego wartość wykracza poza same liczby, ponieważ wzmacnia i poszerza teren, który już dziś stanowi ostoję dla ptactwa związanego ze stawami i rzeką Samicą Kierską oraz sąsiaduje z obszarami objętymi ochroną przyrody.

Dęby i klony potrzebują czasu, by w pełni odegrać swoją rolę w ekosystemie – zanim staną się domem dla ptaków gniazdujących w koronach, schronieniem dla owadów czy naturalnym filtrem dla wody spływającej w kierunku pobliskich stawów, miną lata. Jednak każdy las zaczyna się właśnie w ten sposób – od dnia, w którym ktoś decyduje się wbić łopatę w ziemię, mimo napotkanych po drodze kamieni i korzeni.

Traktujemy Rokietnicę jako fragment dłuższej opowieści. Gmina, z którą współpracujemy, ma ograniczone możliwości przeznaczania gruntów pod nowe zalesienia, dlatego już teraz rozmawiamy o pozyskaniu kolejnych terenów, w tym od instytucji rządowych takich jak KOWR, aby w przyszłości móc poszerzyć tę zieloną granicę o kolejne hektary. Każda taka akcja, nawet ta obejmująca kilkaset sadzonek, przybliża nas do celu, jakim jest odbudowa ciągłości leśnej tam, gdzie naturalny krajobraz został wcześniej rozdrobniony przez zabudowę i infrastrukturę.

Dziękujemy zespołowi Novo Nordisk za zaangażowanie, energię i szczery entuzjazm, z jakim podeszli do tego dnia. To właśnie dzięki takim grupom kolejne fragmenty polskich lasów mają szansę odrosnąć – drzewo po drzewie, akcja po akcji.

protected by reCAPTCHA Privacy Terms